NaStyku.pl

Zwycięski horror

Turów w pierwszej kolejce rundy rewanżowej PLK, 14 stycznia gościł u siebie TBV Start Lublin. Wygraliśmy po bitwie pełnej zwrotów akcji i rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć! Po trzech dogrywkach na tablicy świetlnej dumnie zapłonął wynik 123-111!
PGE Turów vs TBV Start Lublin
PGE Turów vs TBV Start Lublin

Ten niesamowity mecz miał wielu bohaterów, najważniejszy był jednak Cameron Ayers. Amerykanin przez prawie 40 minut był niewidoczny i nieskuteczny. Mimo tego, w końcówce czwartej kwarty i dogrywkach to on wziął na siebie odpowiedzialność za wynik i trafiał najważniejsze rzuty. Skończył z dorobkiem 29 punktów, 8 asyst i 8 zbiórek. Wśród gości wyróżniał się Chavaughn Lewis, lider Startu zapisał na swoim koncie 31 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst.

Zdecydowanie lepiej zaczęli goście, po trzech minutach gry prowadzili 5-0. To oni dyktowali warunki, głównie dzięki świetnej skuteczności za trzy punkty. Wyróżniali się James Washington i Marcin Dutkiewicz, którzy raz za razem trafiali zza linii 6,75. Po wsadzie Darryla Reynoldsa wyszli nawet na prowadzenie 20-12. Turów był jednak skuteczny w końcówce i pierwsza część gry skończyła się wynikiem 22-18 dla lublinian.

Na początku drugiej odsłony nie mogliśmy znaleźć odpowiedzi na skrzydłowego gości Urosa Mirkovicia. Serb zdobył 9 "oczek" w  niecałe 3 minuty i doprowadził do stanu 33-22 dla naszych rywali. Wtedy jednak trzy celne rzuty z dystansu pod rząd oddał Jakub Patoka. Dzięki świetnie dysponowanemu tego dnia skrzydłowemu zbliżyliśmy się na sześć punktów. Następnie dwie celne "trójki" Stefana Balmazovicia doprowadziły nawet do remisu 37-37. Na przerwę schodziliśmy jednak przy wyniku 41-37 dla lublinian. Końcówka dobrze wróżyła przed nadchodzącą drugą połową.
Elementem do poprawy na pewno były zbiórki, które przegrywaliśmy aż 14-20. Pochwalić można było ostatnio słabiej grającego Stefana Balmazovicia. Serb zdobył "czarno zielonym" aż 12 "oczek".

W trzeciej kwarcie szybko wyszliśmy na prowadzenie po kolejnej "trójce" Patoki i dwóm punktom Balmazovicia. Przez całe 10 minut mieliśmy zaciętą wymianę ciosów. Wśród gości przebudził się mało widoczny w pierwszej połowie Lewis, w Turowie dalej brakowało skuteczności Ayersa. Po wsadzie Reynoldsa kończącym trzecią część meczu, Start prowadził 60-56.

Obie strony na początku ostatniej odsłony były nieskuteczne. Przez ponad minutę utrzymywało się prowadzenie lublinian 63-58, bo nikt nie  potrafił zdobyć punktów. Po chwili jednak, dzięki celnemu rzutowi z dystansu Dutkiewicza i czterem punktom z rzędu Lewisa, Start prowadził 70-60. Na szczęście Lewis popełnił faul niesportowy, który zbliżył nas na 5 "oczek". Potem, po celnych rzutach Lewisa i Reynoldsa, było 76-69 dla Startu, a do końca pozostawało  niecałe trzy  i pół minuty.
Ale wtedy dwa razy za trzy punkty trafił Ayers, a nawet raz, dość szczęśliwie, Waldow. Goście odpowiadali, ale przewaga się zmniejszała. Po dwóch kolejnych punktach Brada Waldow, niecelnym rzucie Washingtona i świetnym wejściu pod kosz Camphora mieliśmy remis 78-78, pozostawało 50 sekund do końca. Lewis trafił za dwa, ale tym samym odpowiedział mu Ayers, Remis 80-80 dawał nam dogrywkę i pięć minut dodatkowych emocji.

Przez większość dogrywki mieliśmy wymianę ciosów, jednak po rzutach wolnych Patoki "czarno-zieloni" objęli prowadzenie 89-84 na 1:16 do końca. Dla gości za trzy trafił Mirković, a spod kosza skończył Lewis. Cztery celne rzuty wolne Ayersa dawały nam jednak prowadzenie 93-90 na 10 sekund przed końcem. Niestety sfaulowany przy rozpaczliwej próbie rzutu Washington wykorzystał trzy wolne i mieliśmy drugą dogrywkę.  Z niej również powinniśmy wyjść zwycięsko, ale faulowany na dwie sekundy przed końcem Waldow wykorzystał tylko jeden rzut wolny. Przy stanie 107-107 Amerykanin spudłował, a nas czekała trzecia dogrywka. Przebiegała na szczęście pod dyktando Turowa i wreszcie udało się doprowadzić ten niezwykle zacięty mecz do końca. Wygraliśmy 123-111. Zmęczony do granic możliwości zespół i kibice, którzy byli chwilami bliscy zawału, mogli odetchnąć z ulgą i zacząć świętowanie!

Cały zespół dał z siebie 100% i z tego trzeba być dumnym. Było to bardzo ważne zwycięstwo, odniesione po niesamowitym boju z trudnym rywalem. Co ciekawe, nam opłacało się grać trzy dogrywki, dało nam to przewagę małych punktów nad Startem, która może być istotna na koniec sezonu. Brawa należą się przede wszystkim za ambicję i wolę walki, gdyby nie ofensywne zbiórki, twarda obrona i walka o każdą piłkę nie byłoby dzisiejszej wygranej.

 

PGE Turów Zgorzelec - TBV Start Lublin 123:111 (18:22, 19:19, 19:19, 24:20, 13:13, 14:14, 16:4)

PGE Turów: Cameron Ayers 29, Rod Camphor 20, Bradley Waldow 19, Jakub Patoka 19, Stefan Balmazović 17, Kacper Borowski 11, Jacek Jarecki 7, Bartosz Bochno 1.

TBV Start: Chavaughn Lewis 31, James Washington 21, Marcin Dutkiewicz 18, Darryl Reynolds 17, Uros Mirković 17, Michael Gospodarek 5, Roman Szymański 4, Bartosz Ciechociński 0, Wojciech Czerlonko 0, Jakub Zalewski 0, Paweł Kowalski 0.

Tagi

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

To już koniec koszykarskiego Turowa

Michalski i Stachyra o upadku Turowa

Sport
środa, 08 sierpnia 2018, 18:19
Zapraszamy do odsłuchania nowego Magazynu Koszykarskiego, który w całości poświęcony został sytuacji Turowa Zgorzelec.

Zobacz również